Karol Dziemiańczyk |
Grzegorz Berezowski |
Winicjusz Białek |
Łukasz Szeremeta |
Bartek Szmoleń |
Darek Kęsik |
Tomek Kowcun |
Karol Winiarski |
Maciej Wdowczyk |
Piotrek Bartecki |
Kazimierz Januszewski |
I się zaczęło ……
Nadszedł długo wyczekiwany dzień rozpoczęcia przygody o kiju z karpiem za pan brat. Po długiej zimie, zasiadka nad wodą i zmierzenie się z karpiem pierwszy raz w tym sezonie wywoływało niemałe emocje. Po raz kolejny wiosną padło na gościnę u Pana Antoniego na łowisku w Bobolicach. Termin został ustalony już z początkiem roku na 14-17 kwietnia.
Po przybyciu na miejsce w czwartek zajęliśmy wcześniej zarezerwowaną miejscówkę „na wiklinie”. Wypakowanie karpiowych klamotów z łódki zajęło nam trochę czasu a po rozłożeniu wędek i reszty potrzebnych rzeczy przystąpiliśmy „do boju”. Pogoda ?, jak pogoda, jest zawsze i nie było co narzekać bo bywało gorzej. Spragnieni spotkania z ładnym karpiem posyłamy pierwsze zestawy do wody. Mamy sporo brań, łowimy kilka ładnych ryb, których waga waha się w granicach 5-8 kg. Niestety, walka z małymi „mustangami” nie miała końca. Prawdziwa zmora. Nie robiły na nich wrażenia nawet naprawdę duże kulki sięgające rozmiaru 26mm. Bardzo silne, nawet te najmniejsze karpiki w świetnej kondycji oczywiście wracały do wody. Ani się dobrze nie rozgościliśmy a czwartek już powoli mijał.
Wiadomym było, że pod ”grzyba” w piątek przyjadą koledzy ze Słupskiego Bractwa Karpiowego na czele z samym Prezesem, co już zapowiadało ciekawe relacje. Zaplanowana „ustawka” klubowa pod „ grzybkiem” i „dogrywka” na „wiklinie” dała się wszystkim dobrze we znaki. Pogoda sprzyjała wspólnej integracji, co chwilę przerywana dźwiękiem sygnalizatorów. Od strony „grzybka” wiał nieco chłodny wiatr, na „wiklinie” prawie plaża tylko zamiast żółtego miłego piasku po wcześniejszych opadach zrobiło się błoto. Temperatura wody nie przekraczała jednak 10°C i duże karpie nie przejawiały zbytniej aktywności. Na dodatek w nocy z piątku na sobotę temperatura spadła do minus 4,9°C więc brania były bardzo chimeryczne lub nie było ich wcale. W sobotę udaje mi się w końcu zaciąć ładną sztukę, którą powoli i mozolnie przyciągam do brzegu. Niestety po kilku minutowym holu karp spina się około 5 metrów od brzegu. Ładna była sztuka. Chwilę później Darek zacina jeszcze większą rybę. Niestety karp wybiera kołki i krzaki w których spokojnie parkuje. Zostaje nam wypłynąć po niego i wyplątać zestaw z rybą z krzaków co po kilku próbach się udaje. Ryba wychodzi na wodę. Dwa podejścia z „tupolewa” nie skutkują podebraniem ryby, jaśnie pan karp wywija swym wielkim ogonem i nurkuje pod łódkę po czym się spina i majestatycznie odpływa w toni. Był wielki, naprawdę wielki.
Na ilość brań ze wszystkich stron nie można było narzekać. Winek i Broda holują również po kilka sztuk. Wielkość łowionych ryb, nie powalała jednak na kolana. Ładną rybkę łowi również na „łące” Przemek, 7 może 8 kg. Chyba największą z ich strony. Należy zwrócić uwagę na niesamowicie silne karpie w tym łowisku. Nawet najmniejsze sztuki potrafią walczyć jak kilkukilogramowe ryby. Coś niezwykłego. Świadczy to tylko o dobrej kondycji ryb, i że dobrze zniosły po raz kolejny długą i ciężką zimę. Oby tak dalej. Nie zabrakło jak zawsze u gospodarzy łowiska dobrego pstrąga. Kto nie jadł pstrąga przyrządzonego przez pana Antoniego i jego małżonkę ten jak to się mówi nie jadł nigdy pstrągów. Długo oczekiwane dni zasiadki minęły nie wiadomo kiedy. Zastał nas niedzielny poranek i powolne pakowanie oraz powrót do domu.
Była okazja przetestować kulki zakupione w okresie zimowym. Największą jednak przyjemność i satysfakcję sprawiały brania na kulki własnej produkcji. Okazały się one bezkonkurencyjne. Coś innego na tej wodzie okazało się strzałem w „10”. Wiele cennych wskazówek i wędkarskich porad od chłopaków z SBK z pewnością się przydadzą na kolejnych zasiadkach.

Wielkie dzięki za zaproszenie nad jezioro Kartkowo na wspólne wędkowanie. Pozostało tylko uprzątnąć miejscówkę, spakować samochód i do domu.
Dziękujemy wszystkim innym obecnym w tym czasie nad wodą za wyrozumiałość, gospodarzom za gościnę a Słupskiemu Bractwu Karpiowemu za potyczkę. Do zobaczenia wkrótce nad wodą. Z wędkarskim pozdrowieniem Człuchowski Klub Karpiowy.
Tomek Kowcun, Darek Kęsik